
Malownicza okolica z dala od miejskiego zgiełku, piękny zamek, owce pasące się tuż przy szkole — słowem: widoki jak z bajki! Nie ukrywam, że przez pierwszych kilka (a może nawet i kilkanaście) dni czułem się bardziej jak w muzeum niż jak w szkole (zdarzają się nawet krzesła na których jest napisane coś w rodzaju: „obiekt zabytkowy, prosimy nie siadać”), ale z czasem zaczęło do mnie docierać, że tam jednak trzeba się uczyć. Jeśli chodzi o edukację, to brak niektórych przedmiotów jest zauważalny (liczba przedmiotów została drastycznie zredukowana z szesnastu rok temu do czterech obecnie), chociaż nie powiem, żebym tęsknił za polskim systemem. Co więcej, teraz czytam więcej polskich książek niż będąc w Polsce, mimo, że nie mam żadnych obowiązkowych lektur.
Jednak według mnie największą zaletą Stonyhurst jest możliwość poznania różnych ludzi z najróżniejszych części świata. Nie jest to może aż tak międzynarodowa społeczność jak w szkołach UWC, ale i tak można znaleźć ludzi ze wszystkich kontynentów. W tym miejscu należy wspomnieć, że Stonyhurst jest szkołą koedukacyjną, co tylko utwierdza w przekonaniu, że Polki są najpiękniejsze na świecie.
Poza tym szkoła oferuje szeroką gamę najprzeróżniejszych zajęć pozalekcyjnych (od CCF-u — „szkolne wojsko”, po kółko ogrodnicze), więc nie można się nudzić. Ponadto jest bardzo szeroka gama zajęć muzycznych, z czego się bardzo cieszę, bo muzyka to moje drugie życie. Jest szkolna orkiestra, kilka zespołów kameralnych, szkolny chór i szkolna schola. Jeśli chodzi o moje dodatkowe muzyczne zajęcia, to śpiewam we wspomnianej już szkolnej scholi, a ponadto mam też raz w tygodniu lekcje na prawdziwych organach (ach, piękne 4-manuałowe!).
Duży nacisk kładziony jest na rozwój fizyczny. Oczywiście wybiera się swoje ulubione dyscypliny sportu i trenuje się tylko te wybrane. Co ciekawe: na początku wszystkich zachęcali do rugby (coś w rodzaju sportu narodowego?) — nie dałem się skusić i nie żałuję, chociaż dla oka sport jest nawet ładny, ale chyba nie na moje zdrowie. Naturalnie również na tym polu istnieje wiele opcji (od krykieta czy golfa po kajakarstwo). Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że szkoła jest katolicka, przez co można również rozwijać i udoskonalać swoje życie duchowe.
I wreszcie kolejny plus: piszę z domu, bo właśnie mamy „half-term”, a wszyscy znajomi z dawnych lat najbliższą większą przerwę będą mieli dopiero na Boże Narodzenie.
Podsumowując: jest fantastycznie, a będzie jeszcze lepiej! Cieszę się, że została mi dana tak wielka szansa i dołożę wszelkich starań, żeby ją w pełni wykorzystać.
Stonyhurst College to szkoła niezwykła pod wieloma względami. Spróbuj sobie wyobrazić XVI-wieczny zamek położony wśród gór, pagórków i wzniesień, otoczony ze wszystkich stron pastwiskami. Gdzie tylko spojrzeć, połacie zieleni. Niby nic takiego, czego nie można zobaczyć gdzie indziej, a jednak to wszystko tworzy unikatowy krajobraz i klimat. Spróbuj wkomponować w to jeszcze kilka boisk do rugby, dwa jeziora, kilka owiec, parę kaczek i zabytkowy kościół. Tak mniej więcej rysuje się szkoła w całej swej okazałości, z dala od miejskiego zgiełku w pięknej, wiejskiej okolicy.
Jako szkoła jezuicka Stonyhurst stara się prezentować określone wartości, czego najlepszym przykładem jest jej motto: Quant je puis (tłumaczone „as much as I can”). Myślę, że to zdanie najlepiej odzwierciedla atmosferę panującą w szkole. Tutaj każdy stara się robić jak najwięcej, a szkoła umożliwia uczniowi całą gamę najróżniejszych zajęć: warsztaty teatralne, chór, orkiestra, wiele kółek ukierunkowanych przedmiotowo, jak np. klub inżynierów, czy biologiczny klub, na którym przeprowadzamy sekcje różnych zwierząt. Mamy tutaj także szkolne wojsko, które, trzeba przyznać, ma bardzo ciekawy program, m.in. nocne podchody, wycieczki na poligony, i strukturę. Co więcej, odbywają się liczne dyskusje i wykłady z poważanymi osobistościami świata nauki i nie tylko. Tutaj dzieje się tyle rzeczy, że nie sposób wszystkiego spamiętać i jestem przekonany, że każdy znajdzie coś dla siebie.
Oprócz tego Stonyhurst to szkoła kładąca nacisk także na rozwój fizyczny. Jak zapewne się domyślasz, nie kończy się tutaj na kilku (żeby tylko) boiskach do rugby. Mamy obiekty do piłki nożnej, krykieta, hokeja na trawie, netballu, pole golfowe, korty do tenisa i squasha, basen kryty, siłownię, a do tego całkiem przyzwoitą halę sportową. Co więcej, można tutaj trenować sporty takie jak szermierka, badminton, koszykówka, judo, czy choćby szachy, a wszystko to na wysokim poziomie. Rzeczą, która bardzo mi się podoba jest to, że niemal każdy nauczyciel w tej szkole jest także trenerem jakiegoś sportu, co przekłada się także na kontakty w klasie w bardzo pozytywny sposób.
W wolnym czasie także nie jesteś się w stanie nudzić. Można pójść do tzw. „common room”, który jest dostępny dla wszystkich i pooglądać telewizję czy pograć w bilard. Podczas weekendów organizowane są wyjazdy do większych miast, miejsc ciekawych turystycznie, czy choćby parków rozrywki. Bardziej muzykalni mogą także wybrać się do piwnic szkoły, w której znajdują się rożne instrumenty dostępne dla każdego przez cały dzień.
I wreszcie, moim zdaniem, największą zaletą jest międzynarodowe towarzystwo, które w kwiecie komicznych błędów leksykalno-gramatycznych pozwala Ci prawdziwie zrozumieć co tak naprawdę oznacza „globalna wioska”, „subdural haemorrhages” i „tea with milk”. Dlatego podsumowując cały mój dotychczasowy pobyt w Stonyhurst, muszę przyznać, że jestem bardzo szczęśliwy z faktu bycia tutaj. I mówcie co chcecie, ale uważam, że jedzenie jest bardzo dobre!
Copyright Jacek Hołysz & Towarzystwo Szkół Zjednoczonego Świata im. prof. Pawła Czartoryskiego
Numer KRS: 0000128672









