mapa witryny | logowanie  

Mahindra UWC — Relacje

Weronika Kosior 2011–2013

Godzina pierwsza w nocy. Wciąż nie mogę uwierzyć, że jestem ponad 10 tys. km od mojego domu. Podczas lądowania słyszę głos małej dziewczynki: „mummie, mummie, I can see India!” Z samolotu wysiadam z Paulem; spotkaliśmy się na lotnisku we Frankfurcie. Uderza nas gęste, parne, bombajskie powietrze. Obiektyw mojego aparatu jest zamglony — nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam. Odbiera nas moja drugoroczna — Olga. Musimy jednak poczekać ponad 3 godziny na Marthę z Zambii. Zmęczeni siadamy przy budce na przeciw wyjścia z terminali i pijemy czaj — nasz pierwszy czaj w życiu. Aromatyczny, ostry i słodki jednocześnie.

Właściwie całą drogę z Bombaju do szkoły przespaliśmy. Obudziła nas Olga. Jeep zaparkował przy stacji. Przerwa na śniadanie — chrupiąca masala dosa (bardzo cienki placek z mąki ryżowej, smażony na specjalnej płycie, wypełniony pikantnymi warzywami, najczęściej podawany z z dipami — czatnejami). Na około przepiękne góry, zieleń i deszcz — bo to przecież jeszcze pora monsunowa. Niedługo później dojechaliśmy na kampus. Szkoła usytuowana jest na szczycie wzgórza. Główna brama znajduje się u jego podnóża. Olga zaprowadziła nas do naszych wad i domków (zakwaterowanie w Mahindrze różni się nieco od standardowego, mieszkamy w 4 wadach, w każdej wadzie jest około 8 domków, w każdym domku 2 pokoje po 4 osoby).

Od poniedziałku, dwa dni po przyjeździe, zaczęliśmy Orientation Week. Na początku czułam się zmieszana, codziennie dostawaliśmy milion nowych informacji. Po zmroku zgubiłam się w drodze z biblioteki do wady. Jednak z perspektywy czasu wszystko tutaj wydaje się bardzo małe. W sobotę wybraliśmy się po raz pierwszy do Puny (kampus otoczony jest wioskami; do najbliższego miasta — Puny, jest około półtorej godziny drogi). Pierwszy raz doświadczyliśmy też chaosu jaki panuje na indyjskich ulicach. Nikt nie respektuje tutaj zasad drogowych. Riksze i skutery prześlizgują się pomiędzy ciężarówkami, auta omijają pieszych, i wszelkiego rodzaju wozy. Na standardowej dwupasmówce w centrum miasta mieści się 5 pojazdów i krowa. Szaleństwo. Oczywiście nikt nie słyszał też o chodnikach czy pasach, więc poruszanie się po ulicach bywa niebezpieczne. Ale wierzcie mi, wystarczy parę wycieczek do Puny i można się przyzwyczaić.

Pomimo wielu pozytywnych doświadczeń i dni wypełnionych nieustanną ekscytacją, pierwszy tydzień w Indiach był dla mnie naprawdę ciężki. Udzielała mi się depresyjna atmosfera monsunu. Wszystko tonęło, sufit przeciekał, ściany wydzielały różnokolorowe łzy, pływałam w moich kaloszach i wbrew pozorom było dość zimno (ja oczywiście myśląc, że będzie tutaj ciągle 50 stopni, zabrałam tylko jeden, cienki sweterek). Tęskniłam za Polską. Zdarzało mi się płakać. Czułam się jakby wszystko obracało się przeciwko mnie. Mój laptop się zepsuł, prawdopodobnie ze względu na wilgotność powietrza, nie miałam kontaktu z rodziną. Jednak każdy tutaj starał się pomóc. Ludzie pożyczali mi swoje komputery, przychodzili porozmawiać i wypić wspólnie herbatę.

W ostatni dzień Orientation Week drugoroczni obudzili nas o 7.30 krzycząc i bębniąc w co się da. Nikt za bardzo nie wiedział co się dzieje. Szybko jednak zostaliśmy poinformowani — wielka, monsunowa bitwa błotna. To był chyba moment, w którym zaczęłam się czuć tutaj naprawdę dobrze. Kolejne takie „brudne”, wspaniałe doświadczenie to Ganesh Festival, kiedy zbiegaliśmy ze wzgórza w rytm indyjskiej muzyki, tańcząc i obrzucając się różowym proszkiem. U podnóża razem z mieszkańcami wioski oddaliśmy cześć bogowi Ganesh, wkładając go do rzeki.

Po dwóch tygodniach pobytu w Mahindra UWC of India nie wyobrażałam sobie zmienić tego miejsca na jakiekolwiek inne. W szkole nie jest łatwo, program IB jest bardzo wymagający, ale wiem, że sobie poradzę. To, co się teraz dzieje, jest spełnieniem moich marzeń. Codziennie rano budzę się szczęśliwa. Tak naprawdę ciągle nie mogę sobie uświadomić, że tu jestem. Że kolejne miasta, które odwiedzam to są prawdziwe Indie — najbardziej egzotyczny i niemieszczący się w europejskiej głowie kraj, że jestem otoczona przez cały świat, że na zwykłej lekcji angielskiego mogę być w grupie z osobami z Alaski, Chin, Kenii i Finlandii, że podczas obiadu możemy rozmawiać o konflikcie japońsko-koreańskim z przedstawicielami tych krajów, a czytając o islamie czy judaizmie mogę iść do kogoś i te informacje zweryfikować.

To tyle moich wrażeń z pierwszych tygodni pobytu w szkole. A teraz wybaczcie, muszę wracać do domu, do mojej wady, i się przebrać. Za 20 minut mam zajęcia yogi!

[Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o szkole, polecam wam oglądanie www.muwci.tv. To najlepsze źródło informacji z życia szkoły i kampusu.]

 


przewiń do góry

Numer KRS: 0000128672