
Jestem tutaj niecałe dwa miesiące, a tyle już się wydarzyło! Nawet nie wiem od czego zacząć — od obozu integracyjnego na niesamowitej pustyni w Nowym Meksyku, kolacji powitalnej w strojach narodowych, wykładów prowadzonych przez światowej sławy obrońców pokoju, wycieczek do indiańskich Pueblos, czy może wyprawy, żeby zobaczyć Wielki Kanion... to tylko niektóre z wielu wspaniałych doświadczeń jakie miałam okazję tu przeżyć. Tak naprawdę każdy dzień jest niepowtarzalny, pełen wrażeń, każda chwila godna zapamiętania na długie lata. Tyle jest zajęć i możliwości, że nie ma czasu na nudę. Okolica jest przepiękna — z jednej strony zamku znajduje się gęsty las, rzeka i gorące źródła, a z drugiej typowy dla Nowego Meksyku krajobraz pustynny. Do najbliższego miasta jest 20 minut drogi autobusem. Lokalne społeczeństwo bardzo nas lubi i wspiera jak tylko może — wiele rodzin z miasta gości u siebie uczniów podczas różnych świąt i weekendów. My również staramy się pomóc pracując w szkołach, szpitalach, odnawiając kościół i sprzątając miasto. Jest mnóstwo okazji, żeby się rozwijać. Z zajęć pozalekcyjnych wybrałam taniec towarzyski, klub języka niemieckiego, klub azjatycki (język chiński i japoński), chór afrykański, Amnesty International, grupę walki i pokoju na świecie oraz kurs pierwszej pomocy. Najchętniej zapisałabym się na wszystko co jest oferowane, ale to niestety niemożliwe, bo oprócz tego jest jeszcze szkoła. Właściwie nie przypomina to szkoły do której przywykłam. Lekcje prowadzone są przez prawdziwych pasjonatów, którzy gotowi są zaprosić ucznia do domu i poświęcić mu wiele wolnego czasu, aby mógł zrozumieć materiał, z którym ma problem. Każde zajęcia to nie przepisywanie tekstu z tablicy, ale dyskusje, doświadczenia, prezentacje multimedialne. Pracownie są tu doskonale wyposażone, biblioteka pęka w szwach i każdy ma dostęp do internetu. Pomiędzy uczniami nie ma rywalizacji — każdy stara się pomóc słabszym i tym, którzy mają problem z językiem. Już teraz wiem, że przyjaźnie, które tutaj zawarłam, przetrwają długi czas. Mamy tutaj około 200 uczniów siedemdziesięciu narodowości. To naprawdę serdeczni, pomocni i często genialni ludzie. Mogłabym napisać jeszcze wiele stron na temat tego miejsca, bo tutaj jest naprawdę wspaniale. Czekają mnie dwa fantastyczne lata, co do tego nie mam wątpliwości. Jestem szczęśliwa i bardzo wdzięczna, że mogę tutaj być.
Będąc tutaj, czuję, że UWC-USA jest właśnie tą szkołą, do której powinnam była być wybrana. Dlatego jestem niezmiernie wdzięczna Komisji Rekrutacyjnej za wysłanie mnie do przepięknej Montezumy.
Pamiętam, jak w nocy, kiedy jechaliśmy z lotniska na kampus, wypatrywałam wieży zamku. W końcu kiedy ją ujrzałam, pomyślałam, że teraz już zawsze będę jej wypatrywać. Przywitanie drugorocznych było niesamowite, wszyscy nawoływali i szukali swoich współlokatorów. Pierwsze dni były bardzo intensywne, pełne ekscytujących momentów i nowości. Nie byłam w stanie zapamiętać tych niezliczonych imion, ciągle mi się myliły, a dodatkowo byłam nieco onieśmielona, używając angielskiego. Całe szczęście, ta dezorientacja okazała się tylko kwestią czasu. Teraz wiem, że to, co ma przyjść, przyjdzie w sposób naturalny - przyjaźnie, zaangażowanie, odwaga i swoboda w porozumiewaniu się po angielsku.
Edukacja w UWC-USA jest nieporównywalna do tej, do której byłam przyzwyczajona. Wiem, że po części jest to spowodowane sprzętem, jakim szkoła dysponuje, np. inteligentnymi tablicami dotykowymi, ale również nauczycielami z pasją, którzy są szczęśliwi, kiedy mogą pomóc i są chętni do wszelkich, podejmowanych projektow. Najbardziej podoba mi się biologia, ponieważ mamy dużo czasu na analizowanie rożnych problemów i pierwszy raz będę miała do czynienia z mikroskopem. Poza tym wiem, że nie wyjdę z klasy z wątpliwościami. Kompletną nowością były dla mnie 85-minutowe zajęcia. Pamiętam, jak w liceum w moim rodzinnym mieście nauczyciele zawsze się spieszyli, bo nie mieli wystarczająco czasu na zrealizowanie materiału do matury. Tu nie ma tego zmartwienia. Nauki jest sporo i jest dosyć ciężko, ale kto mówił, że będzie łatwo? To moje największe, jak dotąd, wyzwanie w życiu, które wymaga pracowitości i determinacji. Wierzę, że wystarczy odrobina dobrej woli, a wszelkie plany i ambicje mogą być zrealizowane.
Wiele szczególnych chwil pozostanie ze mną na zawsze. Nigdy nie zapomnę obozu intergacyjnego na początku września, Welcoming Ceremony ze strojami narodowymi, pierwszej imprezy z świetną muzyką, czy Southwest Studies, w czasie których przeżyłam 5-dniową wyprawę do Wielkiego Kanionu. A za trzy dni odbędzie się przedstawienie z okazji Europejskiego Dnia Kultury, w którym biorę udział i jestem przekonana, że będzie to moje kolejne cudowne i niepowtarzalne wspomnienie.
Najpiękniejszym doświadczaniem życia w UWC-USA są niewątpliwie ci wszyscy ludzie z całego świata i nasz wspólny cel, który brzmi: UWC makes education a force to unite people, nations and cultures for peace and a sustainable future
Copyright Jacek Hołysz & Towarzystwo Szkół Zjednoczonego Świata im. prof. Pawła Czartoryskiego
Numer KRS: 0000128672









