mapa witryny  

Fyling Hall School — Relacje

Malwina Adamczewska 2008–2010
Agata Zielińska 2008–2010
Michał Kuleta 2011–2013
Mateusz Kotowski 2012–2014
Piotr Binduga 2013–2015
Joanna Koter 2014–2016
Oliwia Kotowska 2014–2016
Filip Wronowski 2015–2017
Karolina Gruzel 2015–2017
Gabriela Adamczyk 2016–2018

Gabriela Adamczyk 2016–2018

Do ostatniego dnia przed wyjazdem nie do końca wierzyłam w to, co ma mnie niedługo spotkać i tak naprawdę dopiero w samolocie, gdy widziałam, że to właśnie się dzieje, zdałam sobie sprawę, jaka przygoda czeka mnie przez najbliższe dwa lata.

Jak dla mnie sama podróż była już przeżyciem. Nigdy wcześniej nie leciałam samolotem i nigdy wcześniej nie byłam w Wielkiej Brytanii, a dostanie się do Fyling Hall School, ze względu na jej położenie, nie należy do najłatwiejszych.

Niemniej jednak, całkiem przyjemnie było zwiedzić wyspy już pierwszego dnia. Otoczenie mojej szkoły to chyba jej największy atut, znajduje się w parku narodowym, a widoki zapierające dech w piersiach są tutaj codziennością. Z mojego pokoju mam widok na morze i bardzo dobrą motywację by wstawać wcześnie, bo wschody słońca są niesamowite. Klify, plaża, pola i pastwiska rozprzestrzeniające się wszędzie do okoła. I wcale nie pada dużo, a przynajmniej nie padało przez ten pierwszy miesiąc.

Sama szkoła jest malutka i to podoba mi się w niej najbardziej. Możesz poznać każdego, a to sprawia, że atmosfera jest całkiem inna niż w dużej szkole. Super jest też to, że nie jest jednym wielkim budynkiem. Lekcje matematyki czy geografii odbywają się w chatce na pograniczu lasu, a inne klasy są rozlokowane w kilku budynkach na całym terenie Fyling Hall.

Jeśli chodzi o nauczycieli, to tym, z którymi ja mam styczność, poczucia humoru i kreatywności nie brakuje. No i zawsze można pochwalić się, że chemii uczy cię człowiek z doktoratem, a matematyki nauczyciel, który studiował na uniwersytetach w Cambridge i Oxfordzie. Zajęć pozaszkolnych nie ma może dużo, ale są trafione i każdy jest w stanie znaleźć coś dla siebie — osobiście uczęszczam tylko na klub kreatywnego pisania, ale wielu moich znajomych odnalazło się w klubie dziennikarskim, chórze czy orkiestrze.

Najważniejszy dla mnie jest jednak aspekt socjalny i pod tym względem moja nowa szkoła także mnie nie zawiodła. Społeczność tutaj jest mocno międzynarodowa i nie muszę rozglądać się daleko, bo w pokoju mam dziewczynę z Niemiec, Korei Południowej i Nigerii. Jest to niesamowita szansa na nawiązanie międzynarodowych znajomości i chociaż powierzchowne zapoznanie się z kulturami z całego świata, a nawet doszlifowanie języków, których się uczymy.

Podsumowując, za nic w świecie nie zamieniłabym swojej szkoły na inną i mimo że pierwszego dnia miałam wątpliwości, drugiego całkiem się ich pozbyłam. Bardzo zżyłam się z tym miejscem i cieszy mnie niesamowicie, że będę tu jeszcze przez dwa lata. Wiem, że będzie to dobry czas, warty zapamiętania, który na pewno wpłynie pozytywnie na moje dalsze życie.

Karolina Gruzel 2015–2017

Robin Hood's Bay przywitało mnie słoneczną pogodą, zielonymi błoniami, widokiem klifów i beczeniem owiec. Choć większość dni okazała się mniej słoneczna niż ten pierwszy, to i deszcz ma swój urok, a piękne widoki pozostają, chociaż zmieniają się z porami roku. Byłam mile zaskoczona wystrojem internatu, który był bardzo przytulny i ładny. Z czasem zaczęłam przyzwyczajać się do nowego, z góry zaplanowanego trybu dnia i zaczęłam zaprzyjaźniać się z rówieśnikami.

Czas tu upływa szybko wśród zajęć pozaszkolnych (w moim wypadku: chóru, Duke of Edinburgh, hiit training), wycieczek np. do Yorku, szkolnych wydarzeń np. degustacji wina czy wieczoru muzycznego.

Lekcje w Fyling Hall są bardzo przyjemne. Odbywają się w małych grupach, co zwiększa efektywność pracy i prowadzone są przez przyjaznych, zawsze chętnych do pomocy nauczycieli, co sprawia, że chce się na lekcje przychodzić.

Szkoła sprzyja integracji. Uczy się w niej niewiele osób, co tworzy rodzinną atmosferę i ułatwia poznanie wszystkich osób z 6th Form. Podczas posiłków siedzimy przy stołach z przypisanymi osobami, dobranymi tak, aby osoby siedzące przy stole były jak najbardziej różnorodne. Podczas przerw możemy wspólnie rozmawiać, pić herbatę czy jeść tosty w pokoju wspólnym.

Jak zawsze są jakieś minusy — zawsze można pomarudzić na tostowe śniadania, temperaturę, ale wszystko to blednie w porównaniu pozytywami, z tym niezwykłym doświadczeniem edukacji w innym kraju oraz życia w wielokulturowym środowisku. Oprócz nauki czerpanej z lekcji, ciągle poszerzam swoje horyzonty - przez same przebywanie, przez rozmowę z osobami wychowanymi w różnych kulturach.

Kiedy ja i Filip musimy stawić czoła gorszym dniom czy trudnościom to oprócz siebie, mamy nasze kochane drugoroczne, które wspierają nas i zawsze mają czas na rozmowę przy herbacie.

Filip Wronowski 2015–2017

Wysiadając z samolotu zrozumiałem gdzie się znalazłem i natychmiast chciałem wracać, jednak moja kochana drugoroczna przekonała mnie do kontynuowania podróży i szczęśliwie dotarliśmy do szkoły. Już po dwóch dniach przekonałem się do tego miejsca.

Pomijając piękno krajobrazu (niesamowite wschody słońca nad morzem i klifami nigdy nie przejdą do normalności) nasza społeczność tworzy przyjazną i otwartą atmosferę, gdzie nikt nie może czuć się źle. W szkolnym internacie mieszkają w zdecydowanej większości studenci międzynarodowi, dzięki czemu wszyscy jesteśmy w takiej samej sytuacji i wspieramy się nawzajem, a miejscowi Brytyjczycy są zawsze bardzo ciekawi obcokrajowców, dzięki czemu łatwo jest włączyć się w ich społeczność.

Jedną z niesamowitych zalet szkoły jest właśnie jej rozmiar — tylko ponad 40 osób w ostatnich dwóch rocznikach — co daje nam możliwość odbywania zajęć na przykład w grupach 3-osobowych, a nauczyciele zawsze podchodzą do nas indywidualnie, dając wyjątkowe możliwości rozwoju. Ten bliski kontakt z nauczycielem wprowadza przyjazną atmosferę, dzięki czemu lekcje nie są suche — pozwalają nam wykorzystywać to czego się uczymy na nowe sposoby, uruchamiają kreatywność, której tak bardzo mi brakowało wcześniej.

Sami nauczyciele są niesamowici — chcieliście kiedyś by nauczał was doktor chemii po Oxfordzie? Zobaczyć jak wygląda i zachowuje się uran na żywo? Zagrać mecz badmintona ze swoją matematyczką? Wyznaczyć prawie idealnie przyspieszenie ziemskie czy badać zachowanie enzymów? Takie rzeczy dzieją się u nas na porządku dziennym. Głęboka wiedza specjalistów w danej dziedzinie sprawia, że nauczyciele mogą odpowiadać na bardzo niestandardowe pytania i wzbogacają naszą wiedzę o elementy, których w książkach próżno szukać.

Mieszkam w Fyling Hall dopiero kilka miesięcy, a już teraz traktuję to miejsce jak drugi dom! Stypendium Towarzystwa jest szansą na niesamowite dwa lata, jak również przepustką na najlepsze studia, dlatego polecam je wszystkim ciekawym świata.

Oliwia Kotowska 2014–2016

Już po pierwszych tygodniach spędzonych w Fyling Hall mogę powiedzieć, że aplikacja do szkół prywatnych w Wielkiej Brytanii przez Towarzystwo Szkół Zjednoczonego Świata była dobrą decyzją. Fyling wyróżnia się dość małą liczbą uczniów, a co za tym idzie rodzinną atmosferą i dużym wsparciem indywidualnym każdego ucznia oraz niezwykłą lokalizacją w Robin Hood's Bay, która dostarcza pięknych widoków na morze i góry każdego dnia.

System szkolnictwa w Wielkiej Brytanii (A-levels) pozwala na wybór interesujących nas przedmiotów i skupienie się wyłącznie na nich, a także rozwój umiejętności praktycznych w każdej dziedzinie. Raz w tygodniu na potrójnej lekcji biologii przeprowadzamy samodzielnie doświadczenia związane z przerabianym materiałem i dokonujemy ich opisu. Podczas zajęć z chemii również mamy okazję sprawdzić wiele rzeczy w praktyce i przeprowadzać samodzielnie doświadczenia, będące przygotowaniem do egzaminów końcowych. Szkoła wyposażona jest w dwa laboratoria do zajęć z biologii, laboratorium chemiczne oraz fizyczne, nowo otwartą pracownię artystyczną oraz pokój muzyczny, sale do literatury, matematyki, geografii, historii oraz języków obcych.

Zajęcia sportowe odbywają się na boisku do hokeja bądź rugby oraz w dobrze wyposażonej sali sportowej. Dla uczniów dwóch najstarszych roczników dostępny jest wyremontowany pokój wspólny oraz pomieszczenie przeznaczone na naukę, w którym spędzamy okienka.

Każdy dzień przebiega według podobnego schematu: lekcje trwają od godziny 9.00 do 16.15, a w środku dnia jest przerwa na lunch w szkolnej stołówce. Po lekcjach dostępna jest szeroka gama kółek: kółko j. niemieckiego, zajęcia sportowe (hokej na trawie, netball, badminton, piłka nożna, karate), chór, zajęcia artystyczne. Dobra organizacja dnia z przewidzianym wieczornym czasem na naukę pozwala być zawsze przygotowanym do zajęć, a jednocześnie pozostawia wiele czasu wolnego.

W weekendy organizowane są wycieczki minibusem do pobliskich miast. Uważam, ze Fyling Hall jest szkołą, w której nie można się nudzić i gdzie każdy może znaleźć coś dla siebie. Wspaniała kadra pedagogiczna i dobre wyposażenie pozwalają na zdobycie potrzebnej wiedzy i dobre przygotowanie do egzaminów, a niewielka w porównaniu do innych szkół liczba uczniów okazuje się być zaletą, ponieważ łatwo jest zorganizować własne inicjatywy. Uczniowie z Niemiec urządzili w tym roku w szkole Oktoberfest. Dyrekcja jest otwarta na wszelkie propozycje zajęć dodatkowych. Gorąco zachęcam do aplikowania do Towarzystwa. Wyjazd do Wielkiej Brytanii uważam za niesamowitą szansę i początek drogi na wspaniałe studia.

Joanna Koter 2014–2016

Jesienna tygodniowa przerwa dobiegła już końca i znowu wszyscy są w szkole. Dobrze było odetchnąć po pełnych wrażeń pierwszych tygodniach w szkole. Spędziliśmy je przede wszystkim przyzwyczajając się do nowego systemu edukacji (który znacznie różni się od polskiego), przyswajaniu potrzebnego słownictwa i nawiązywaniu więzi z innymi uczniami.

Muszę przyznać, że nigdzie nie czuję się tak zmotywowana jak w Fyling Hall. Każdy wie, co chce osiągnąć i co musi w tym celu zrobić, a nauczyciele zawsze są chętni do pomocy albo po prostu do przyjaznej pogawędki na jakikolwiek temat.

Bardzo podoba mi się to, że mamy jasno wyznaczony czas na naukę i czas na odpoczynek albo po prostu spotykanie się ze znajomymi. Dzięki temu można dać z siebie wszystko na lekcjach, a następnie zrelaksować — wtedy praca staje się jeszcze wydajniejsza.

Możliwość wyboru przedmiotów, które naprawdę nas ciekawią, jest fantastyczna. Nigdy nie czuję się, jakbym robiła cos niepotrzebnego — każda lekcja wnosi coś nowego i naprawdę interesującego, a odrabianie zadań domowych jest wręcz przyjemnością. Oczywiście czasem bywa ciężko i nadmiar pracy potrafi przytłaczać, zwłaszcza jeśli ktoś jest zaangażowany w wiele zajęć pozalekcyjnych.

Jeśli o nie chodzi, wybór jest całkiem w porządku — chodzę na hokej, Duke of Edinburgh i Craft Club. Poza tym w weekendy schodzę do Robin Hood's Bay pomagać w placówce National Trust — centrum informacji turystycznej połączonej z małym sklepem.

Szkolne wyjścia również są ciekawe — byliśmy już w Flamingo Landzie, badać fizykę kolejek górskich w praktyce (praktycznie, cały dzień jeździliśmy na kolejkach górskich) i jutro dajemy prezentację na temat siły dośrodkowej i grawitacji. W polskiej szkole raczej ciężko byłoby pojechać na taką wycieczkę...

A przecież o to właśnie chodzi — aby uczyć się o tym, jak działają rzeczy, z którymi mamy styczność na co dzień — i jak sprawić, aby świat funkcjonował jeszcze wydajniej. I żeby ta nauka była zabawą, przyjemnością i niczym strasznym.

Prawie zapomniałam o jednej rzeczy — otoczenie szkoły jest absolutnie rewelacyjne. Fyling Hall jest położone na terenie parku narodowego North York Moors - otoczone przez pastwiska, wrzosowiska i lasy, a widok na Zatokę Robin Hooda można podziwiać w każdej chwili. W takim miejscu łatwo jest zapomnieć o reszcie świata i pozostaje tylko cieszyć się czasem spędzonym w Fyling.

Piotr Binduga 2013–2015

Pierwszy trymestr dobiega już powoli końca, jednak ja czuję się tak jakbym był w Fyling od zawsze. Od samego początku urzekła mnie okolica pełna niesamowitych widoków: na morze, klif lub na otoczające szkołę pagórki. Pogoda jak na razie też mnie nie zawiodła i muszę przyznać, że podoba mi się o wiele bardziej niż ta w Polsce. W trakcie wielu słonecznych dni można wyjść pobiegać lub przejść się z kimś na spacer. Nawet z wielu klas w budynku można dostrzec przez okna piękne widoki. Po szkole nigdy nie zdarzyło mi się nudzić. Prawie codzienie uczęszczam na dodatkowe zajęcia, pośród których każdy z pewnością znajdzie dla siebie coś ciekawego.

Wybrałem cztery przedmioty w tym roku: rozszerzoną matematykę, fizykę, biznes i ekonomię oraz angielski. Na moim roczniku jest około 25 osób, z czego tylko mniej niż połowa to Anglicy. Moje największe grupy przedmiotowe na fizyce i biznesie z ekonomią wynoszą 10 osób. Na matematyce jest nas tylko trójka, a na angielskim połowę lekcji mam sam, a drugą połowę jeszcze z jednym uczniem. Dzięki temu nawet w trakcie lekcji nauczyciel zawsze ma czas nam pomóc i wszystko dokładnie wytłumaczyć. Dodatkowo większość nauczycieli można spokojnie znaleźć po zajęciach i wtedy zadać im nawet najbardziej błahe pytanie. Materiał realizowany tutaj jest moim zdaniem ciekawy i bardzo przydatny. Na przedmiotach ścisłych doświadczenia robimy na prawie każdej lekcji; i mam na myśli przygotowanie i wykonanie eksperymentu samemu, nie tylko oglądanie.

W każdy weekend organizowane są wycieczki szkolne i jest też możliwość pojechania do najbliższych miejscowości — malowniczej wioski rybackiej Whitby oraz trochę większych miast Scarborough lub Middlesbrough. Wolny czas można także spędzać w „common roomie”, co jest świetną okazją żeby się spotkać i porozmawiać z innymi.

Ogólnie rzecz biorąc nauka tutaj nie jest w żadnym stopniu stresująca i przytłaczająca. Wcale nie znaczy to, że nic tutaj nie robimy i nie jesteśmy zmotywowani. Każdy pracuje dla siebie i wie co chce osiągnąć, dzięki czemu nie ma żadnego wyścigu szczurów lub uczenia się do testów po nocach. Uczniowie często mają w swoim planie lekcji wolne godziny, w trakcie których mogą uczyć się w bibliotece lub pracowni komputerowej lub po prostu przebywać z innymi.

Mateusz Kotowski 2012–2014

Fyling Hall School to szkoła, która wyłamuje się ze schematu przytłaczających brytyjskich szkół uczęszczanych przez kilka setek uczniów. W Fyling Hall uczy się około dwustu dzieci z czego znakomitą większość stanowią obcokrajowcy. Zapewnia to kameralną atmosferę, która sprawia, że niemal natychmiast nawiązuje się nowe znajomości. Szkoła znajduje się na szczycie malowniczej zatoki Robin Hood'a, którą można podziwiać z niemal dowolnego miejsca w szkole. Sam teraz mieszkam w pokoju, którego okna wychodzą na morze. Budynki szkolne doskonale wpasowują się w krajobraz rozciągających się za szkołą lasów oraz otaczających ją ogrodów. Kiedy tu przyjechałem byłem zachwycony trasami widokowymi ciągnącymi się wzdłuż klifu gdzie mogę spokojnie przebiec kilka kilometrów mając przed sobą jedynie morze.

We wrześniu zdecydowałem się na kontynuacje czterech przedmiotów: rozszerzonej matematyki, chemii, fizyki, oraz biologii. Najbardziej pochłonęła mnie chemia, której jedna czwartą lekcji zajmują zajęcia praktyczne. Po raz pierwszy miałem możliwość użyć prawdziwego sprzętu laboratoryjnego i obserwować efekty moich działań. Na biologi podczas omawiana układu krwionośnego każdy z nas dostał własne owcze serce i miał możliwość przeprowadzenia na nim sekcji oraz jak określiła nasz nauczycielka biologii „pobawienia się” nim, poznając jego strukturę.

W moich grupach przedmiotowych jest od sześciu do piętnastu osób, a nauczyciele dbają o to by każdy miał możliwość nadrobienia i zrozumienia materiału, umawiając się z nami na dodatkowe lekcje. Na początku trymestru wydawało mi się, że materiał jest łatwiejszy i mniej rozległy niż ten obowiązujący w Polsce, ale z czasem okazało się, że muszę się uczyć więcej i skupić się na wybranych przedmiotach.

Dwa razy w tygodniu mamy wychowanie fizyczne znane tu powszechnie jako „games”. Dziewczyny grają najczęściej w hokeja na trawie, a chłopcy w rugby lub piłkę nożną. Niemal w każdy wieczór otwarta jest nasza hala sportowa i przyległa do niej siłownia, a w każdy weekend można wybrać się na kajaki czy na wycieczkę wspinaczkową. Codziennie po szkole odbywają się najróżniejsze kółka zainteresowań zaczynając od koszykówki i badmintona kończąc na „Baking Club” (na który sam uczęszczam) prowadzony przez panią Walker — nauczycielkę matematyki.

Skutkiem tego, że z nauczycielami widzimy się również poza lekcjami jest znacznie lepszy kontakt niż ten, do którego wiele z nas przywykło w polskich szkołach. Relacja między uczniem, a nauczycielem jest luźniejsza, przez co lekcje są przyjemniejsze i pozwalają na prowadzenie dyskusji na przerabiany temat.

Fyling Hall School jest miejscem wartym uwagi ze względu na swoją niepowtarzalną atmosferę, otoczenie i wartościowych nauczycieli. Łatwo tu zapomnieć o otaczającym świecie i poczuć się absolutnie swobodnie wśród nowo poznanych ludzi. Nawiązane tu znajomości mogą potem zaprowadzić do najróżniejszych zakątków świata, a zdobyta wiedza na wymarzone uniwersytety.

Michał Kuleta 2011–2013

Fyling Hall School to prawie stuletnia szkoła znajdująca się w północnym Yorkshire. Otoczona jest licznymi drzewami, krzewami i kwiatami, a z jej okien widać pobliskie morze. Teren wokół niej stanowią głównie malownicze pastwiska z pasącymi się na nich krowami i owcami oraz wrzosowiska. Mieści się w zabytkowych, stylowych budynkach.

Liczba uczniów jest tu dużo mniejsza niż w innych szkołach (nawet 10–20 osób na roku). Dzięki temu życie szkolne i towarzyskie zawiera więcej swobody, problemy uczniów są rozstrzygane indywidualnie oraz nie ma podziałów na tle religijnym czy majątkowym. Spotkać można tu obywateli wielu krajów całego świata. Część z nich przyjeżdża tylko na kilka miesięcy, zazwyczaj aby poprawić angielski. W szkole uczą się zarówno dzieci w wieku przedszkolnym, jak i starsi (do ok. 19 lat). Grupa uczniów na jednych zajęciach rzadko przekracza 6 osób.

Moje przedmioty to matematyka rozszerzona (Maths + Further Maths), biologia, chemia i fizyka. Dotychczasowy materiał przerabiany na lekcjach nie jest dla nas nowością - większość zrobiliśmy już w Polsce. Wyjątkiem jest analiza matematyczna i szalona, w porównaniu do szkoły polskiej, ilość doświadczeń wykonywanych samodzielnie przez uczniów (w skład A-levels wchodzą również egzaminy praktyczne). Pracownie są dużo lepiej wyposażone i dużo częściej wykorzystywane. Bardzo rzadko zdarzają się tutaj sprawdziany, kartkówki, odpytywanie na lekcji — to, czego boi się prawie każdy polski uczeń. Małym wyjątkiem jest „three-week test”, który miał nas tylko zachęcić do pracy i sprawdzić aktualne zaangażowanie w naukę. Często zdarza się, że sami musimy prosić nauczyciela o zrobienie nam w danym momencie jakiegoś testu.

W Fyling Hall egzaminy zdaje się w dwóch sesjach: w styczniu i czerwcu. W szczególnych przypadkach termin zdawania danego egzaminu można indywidualnie przesunąć. Nauczyciele mieszkają blisko szkoły (niektórzy nawet w szkolnych budynkach), więc nie ma problemu ze spotkaniem się po lekcjach i wyjaśnieniu skomplikowanego zagadnienia. Są oni bardzo wyrozumiali dla obcokrajowców, zawsze pytają, czy wszystko rozumiemy, czy nie mówią zbyt szybko. Szkoła oferuje wiele zajęć pozalekcyjnych: od gier planszowych po naukę latania w regionalnej organizacji wojskowej; wycieczek i różnych wyjazdów. Sam uczęszczam na karate i chór. Raz w tygodniu odwiedzamy również najmłodsze dzieci z Junior School w ramach wolontariatu. Pomagamy im w nauce pisania, czytania, liczenia, nierzadko po prostu się z nimi bawimy.

Od niedzieli do czwartku, popołudniami, mamy prep-time, czyli czas przeznaczony na naukę i odrabianie lekcji. W szkole obowiązują mundurki, lecz od tego roku uczniowie dwóch najwyższych klas mogą go zamienić na tzw. „business wear”. Kuchnia szkolna różni się bardzo od polskiej, lecz bez problemu można do niej przywyknąć.

Fyling Hall ma w sobie wiele uroku. Dzięki swoim rozmiarom i braku szalonej popularności jest miejscem o spokojnej, przyjaznej atmosferze, da się tu w spokoju usiąść i pouczyć, da się również pobawić i poznać ciekawych ludzi. Pobyt tu to przygoda życia, która otwiera okno na świat i nowe możliwości.

Malwina Adamczewska 2008–2010

Jestem już po pierwszym tygodniu szkoły. Jestem naprawdę zauroczona tym miejscem — całą szkołę otaczają przepiękne łąki i pastwiska, gdzie pasą się owieczki, krówki i koniki. Byłam już też dwa razy nad morzem i w pobliskim miasteczku rybackim — Whitby. Jeśli chodzi o pogodę, to dość często pada, więc muszę się szybko zaopatrzyć w parasol; ale na szczęście zdarzają się też czasem dni słoneczne. Ludzie i nauczyciele są tu bardzo mili i pomocni, za to załamana jestem swoim angielskim; ci Anglicy mówią tak szybko, że często nie potrafię wychwycić nawet głównego tematu ich rozmowy. W pokoju jestem z czterema sympatycznymi dziewczynami: dwie z nich to Angielki, jedna pochodzi z Niemiec i jedna z Hong Kongu. Na lekcjach idzie mi na razie całkiem dobrze. Uczę się matematyki, rozszerzonej matematyki („further”), chemii i fizyki. Przedmioty są prowadzone w naprawdę ciekawy sposób. Jutro mamy wycieczkę i jedziemy na paintball. Kuchnia tu jest pyszna, a deserów takich jak tu to jeszcze nigdzie nie jadłam (no chyba, że u Mamy). Jest też dużo zajęć pozalekcyjnych, więc nudzić tu się nie da. Codziennie też (oprócz weekendów) mamy „prep-time” i wtedy musimy siedzieć w bibliotece i odrabiać zadania domowe, a dyrektor chodzi i sprawdza, czy się uczymy. Mundurki też mi się dosyć podobają, chociaż na początku byłam trochę przerażona wizją ich noszenia.

Z nauką na razie nie ma problemu — z każdego „prepu” do tej pory dostałam A. W tym tygodniu mamy pierwsze testy ze wszystkich przedmiotów (co trzy tygodnie prawdopodobnie takie będą) i dwa pierwsze mam już za sobą. Już trochę więcej rozumiem z angielskiego. Na lekcjach jest w porządku, bo nauczyciele piszą na tablicy to, co najważniejsze; za to jest trochę gorzej, jeżeli dzięsieciu Anglików zbierze się w jednym miejscu i zacznie rozmawiać — potok słów, z którego nie da się nic zrozumieć. W ten weekend byliśmy na kajakach — naprawdę niezła zabawa, choć wróciliśmy cali mokrzy i w błocie.

Dziś byłam po lekcjach na chórze, wczoraj na badmintonie, a tak to chodzę jeszcze na boks i „cooking club”. Dodatkowo w ramach wolontariatu chodzę z Agatką do małych dzieci, które są w budynku obok. Bawimy się z nimi i to jest wspaniałe bo ja kocham takie maluszki.

Agata Zielińska 2008–2010

Właściwie celowo nie pisałam e-maila od razu po przyjeździe, bo wiadomo — pierwszy tydzień jest najtrudniejszy. Ale teraz już obiektywnie mogę stwierdzić, że strasznie mi się tu podoba! Okolica jest prześliczna — naokoło same polanki, wrzosowiska, kaniony... Właściwie to nie wiedziałam, że takie miejsca jeszcze istnieją! Przez okna sali od chemii widzimy nawet szkolne konie. Wszyscy przyjęli nas bardzo miło. Anglicy są wprawdzie trochę zamknięci, ale od samego początku wszyscy chcieli nam pomóc. Obecnie najlepszy kontakt mamy chyba z ludźmi z Hong Kongu. W pokoju mieszkam z Niemką, która przyjechała tu na semestr, żeby ćwiczyć angielski. Mamy zresztą bardzo dużo ludzi, którzy są tu tylko do Świąt, a później wracają do swoich szkół. W tym tygodniu pisaliśmy „3 week test” z każdego przedmiotu, bo chcieli sprawdzić, czy robimy postępy. Właściwie musze powiedzieć, że poszły nam naprawdę dobrze. Jestem bardzo zadowolona z wybranych przedmiotów (matematyka, rozszerzona matematyka, chemia, fizyka i biologia). Dziś pierwszy raz robiliśmy praktykę na chemii — trochę byłam zdezorientowana, bo w mojej starej szkole raczej nie wolno nam było nic robić samemu, ale strasznie mi się to podoba. Matematyka wydaję się być trochę łatwiejsza niż u nas, ale pewnie za rok będzie dużo ciężej... dzisiaj byłyśmy drugi raz w Whitehall — jest to oddział Fyling Hall, tylko dla młodszych dzieci. Chodzimy tam z Malwiną w piątki na trzy godziny i pomagamy nauczycielkom. Dziś malowałyśmy rybki, w sumie to chyba bawiłyśmy się jeszcze lepiej niż te dzieci. W najbliższym czasie planujemy spotkać się z panem Davidem, którego poznałyśmy na reunionie. Strasznie się cieszę, że nadal jesteśmy z nim w kontakcie. Chodzenie w mundurkach bardzo mi się spodobało! A zawsze myślałam, że to jest takie okropne. W poniedziałki i środy mamy trzy godziny wychowania fizycznego. W tym tygodniu najpierw biegaliśmy dwie mile, później graliśmy w hokeja i piłkę nożną — wycisk dają nam niezły, ale to w bardzo pozytywnym znaczeniu. Właściwie to mam wrażenie jakbyśmy chodziły do tej szkoły od zawsze, a to dopiero trzeci tydzień! W sumie ten wyjazd już dał mi bardzo dużo, bo naprawdę doceniłam swoich przyjaciół i rodzinkę. Teraz przynajmniej moja skrzynka mailowa jest cały czas zapełniona. Niestety muszę już lecieć, bo w środę organizujemy apel, a trudno będzie im ćwiczyć rolę układu planetarnego bez Wenus.

Fyling Hall School


przewiń do góry

Numer KRS: 0000128672