mapa witryny  

Leweston School — Relacje

Natalia Wróblewska 2008–2010
Justyna Ekert 2012–2014
Alina Pietruszewicz 2013–2015
Weronika Młodzikowska 2013–2015
Katarzyna Zator 2014–2016
Monika Olejnik 2015–2017
Krystyna Sadzikowska 2016–2018

Krystyna Sadzikowska 2016–2018

Dostając to stypendium znalazłam się we wspaniałej angielskiej szkole, prawie jak z filmu. Trafiłam do Leweston School — małej, kameralnej szkoły na wsi. Dla mnie jest to niesamowite, że mogę się uczyć w miejscu, gdzie nie ma nic dookoła, tylko małe urocze wioseczki, a poza tym pasące się krowy i owce. Leweston ma piękny, duży park, z ogromnymi, starymi cedrami, gdzie często spaceruję, co daje wspaniałe uczucie oderwania się od dnia codziennego i pooddychania świeżym powietrzem (naprawdę czuć różnicę w porównaniu z tym krakowskim). W weekendy jeżdżę na różne wycieczki i staram się zwiedzić jak największą część Anglii.

Jeśli chodzi o naukową część, to wybrałam same ścisłe przedmioty (biologia, chemia, fizyka, matematyka), kontynuując tradycje wcześniejszych stypendystek. Lekcje wyglądają zupełnie inaczej niż w Polsce. Przede wszystkim zajęcia odbywają się w małych grupach, do dziesięciu osób, ale czasami zdarzają się grupy po dwie, trzy osoby, a ja mam fizykę indywidualną, ponieważ nikt inny na roku jej nie robi. Z każdego przedmiotu mam dwóch nauczycieli, którzy są zawsze gotowi do pomocy i bardzo otwarci. Mimo że jestem w szkole dopiero dwa miesiące, widzę, że nauczyłam się zadawać pytania. W Polsce, w trzydziestoosobowej klasie nie było to takie proste, a poza tym wszyscy na pewno znamy odpowiedź „to dowiedz się na następną lekcję i nam opowiesz”. Dodatkowo, na wszystkich przedmiotach „science„ mam okazję wykonywać wiele doświadczeń samodzielnie, np. na biologii w każdym tygodniu robimy przynajmniej jedno doświadczenie.

Oczywiście mogę też rozwijać swoje zainteresowania pozalekcyjne. Śpiewam w chórze, a także w tak zwanym „show choir”, gdzie w małej grupie opracowujemy fragmenty z różnych przedstawień i musicali. Organizowane są też różne wyjścia na koncerty, niedługo wybieram się na koncert barokowy oraz na musical „Billy Elliot”. Poza tym w ramach zajęć szkolnych wybrałam sobie historię sztuki i „public speaking”. Chciałam też spróbować czegoś zupełnie nowego i zapisałam się na kick boxing.

Nie wspomniałam jeszcze, że jest to żeńska szkoła, ale to chyba dlatego, że zupełnie mi to nie przeszkadza. Muszę przyznać, że jest to wręcz bardzo wygodne.

Monika Olejnik 2015–2017

Budynek Leweston leży na wzgórzu w scenerii malowniczego hrabstwa Dorset. Teren otaczający szkołę pełen jest tajemniczych scieżek i cudnych, porośniętych mchem rzeźb, jak przystało na dawną rezydencję angielskiej arystokracji. Już po pierwszym tygodniu spędzonym tam, wiedziałam, że nie będę żałować dwóch nadchodzących lat. Poza wysokim poziomem akademickim, Leweston oferuje wiele zajęć dodatkowych, takich jak chór, rozmaite sporty (szermierka, koszykówka, yoga, basen, tenis, jazda konna, netball, lacrosse lub unihokej), a także grę na instrumentach muzycznych; w tym roku wystawiamy również musical — „Króla Lwa”, w którym mam zaszczyt grać rolę hieny. Do tej pory polskie stypendystki wybierały głównie przedmioty ścisłe, lecz ja postanowiłam rozszerzać literaturę angielską i z zadowoleniem przyznaję, że i na tym polu szkoła całkowicie przerosła moje oczekiwania. Każdy z przedmiotów (których w systemie A-levels wybieramy maksymalnie 5) jest prowadzony przez dwóch nauczycieli, którzy zrobią absolutnie wszystko, aby rozjaśnić wszelkie wątpliwości — z indywidualnymi konsultacjami nie ma problemu. Duży nacisk kładziony jest na stronę praktyczną, szczególnie na lekcjach biologii lub chemii, na co pozwalają dobrze wyposażone sale departamentu naukowego.

Nauczyciele są także entuzjastycznie nastawieni do wycieczek, co pozwoliło mi w tym roku uczestniczyć, miedzy innymi, w warsztatach w laboratorium Uniwersytetu w Bristolu oraz niezliczonych wykładach organizowanych przez pobliskie szkoły w Sherborne. Każda inicjatywa przyjmowana jest z otwartymi rękami, co zachęciło mnie do założenia szkolnego klubu Model United Nations. Kolejnym atutem szkoły jest jej kameralność — na moim roczniku jest ok. 50 osób, a kontakt z innymi uczennicami, z których większość związana jest z Leweston od dawna, okazał się bezproblemowy. Mimo, że słowa „katolicka szkoła żeńska” brzmią przytłaczająco, naprawdę nie ma się czego bać!

Katarzyna Zator 2014–2016

Jestem w Leweston od dopiero dwóch miesięcy, a już czuję się jakbym spędziła tu wszystkie dotychczasowe lata szkolne. Przyjeżdżając do szkoły zobaczyłam piękny palladiański budynek i tysiąc przybudówek, w których pomimo wstępnych obaw trudno się zgubić. Od pierwszej chwili w Leweston otaczał mnie ten typowy, brytyjski klimat, i nie, nie mam na myśli pogody, bo przez praktycznie cały wrzesień nie spadła nawet jedna kropla, co wszystkie Angielki uznały za co najmniej nietypowe. Otóż mam na myśli fakt, że Anglicy są nadzwyczaj chętni do pomocy. Nasz nauczyciel ze statystyki tylko czeka, aż ktoś się zatnie przy rozwiązywaniu zadań, by mu pomóc. Z tłumaczeniem słów też nie ma problemu, jako że spory procent uczniów Leweston nie pochodzi z Wielkiej Brytanii. Moje przyjaciółki w szkole pochodzą z Japonii, Chin oraz Nigerii.

Mój plan lekcji niesamowicie różni się od tego, który miałam w Polsce. W zeszłym roku miałam 17 przedmiotów i średnio 8 lekcji dziennie. W Leweston uczę się pięciu przedmiotów, tj. biologię, chemię, fizykę, matematykę i tzw. wyższą matematykę. Poza przedmiotami z wyboru chodzimy również na nauki religijne, (na których dyskutuje się bardziej o filozofii niż wierze, pomimo że szkoła ta jest katolicka), średnio 2 godziny zajęć profilaktycznych i 2 godziny zajęć sportowych.

Zaletą szkoły jest wielkość klas. Najliczniejszą grupę stanowi 14-osobowa klasa z biologii. Zwykle ma się 5 osób, tak jak ja na matematykach. W tak małej grupie pracuje się o wiele lepiej, gdyż o każdy napotkany problem można niemalże natychmiastowo zapytać. Najlepsza jest jednak możliwość przeprowadzania eksperymentów na własną rękę. Nawet pomimo tego, że większość z nich nie jest jakoś nadzwyczajnie skomplikowana, fakt, że można samemu coś zrobić, umożliwia głębsze zrozumienie przerabianych tematów. Na przykład w ten piątek robimy pełną sekcję serca na biologii.

Leweston przygotowuje do egzaminów A-level. Poza tym wszyscy aplikujący na studia w Wielkiej Brytanii piszą test IELTS, czyli egzamin z angielskiego dla osób, dla których angielski jest drugim językiem.

Podsumowując, stypendium do Leweston i zapewne wszystkich innych szkół też skutkuje całkowitą zmianą rzeczywistości, choć zapewniam, że łatwo jest się przyzwyczaić do wszystkich nowych aspektów życia w brytyjskiej szkole. Dla wszystkich wątpiących, stypendium jest przygodą jedyną w swoim rodzaju i naprawdę warto podjąć to ryzyko i napisać aplikację.

Alina Pietruszewicz 2013–2015

Ponieważ od czasu mojego przyjazdu do Wielkiej Brytanii przerwy pomiędzy opadami nie przekraczały 18 godzin, zagadką jest, czemu 4 września w Bristolu przywitały mnie 24 stopnie i bezchmurne niebo. Z lotniska odebrała mnie polecona przez szkołę firma przewozowa, a po około godzinie od wylądowania byłam już w Leweston.

Leweston na pierwszy rzut oka wydaje się maleńkie, bo szkoła i internat znajdują się za nowym budynkiem, w którym umiejscowiona jest recepcja i kaplica. Schowany jest również basen, korty tenisowe, boisko oraz zabytkowy ogród.

Towarzystwo jest międzynarodowe, oprócz Angielek i Weroniki (jedynej prócz mnie Polki na roku), jest jeszcze Rosjanka, Meksykanka, Włoszka oraz Chinki, stanowiące równo połowę rocznika. Obecność tych ostatnich oznacza, że w weekendy częściej słyszę rozmowy w języku kantońskim, niż angielskim.

Pierwszy dzień szkoły okazał się całkowitym zaskoczeniem, mimo, że na okoliczność wyjazdu bombardowałam moją drugoroczną różnymi zapytaniami. Nie mam już kilkunastu przedmiotów i trzydziestokilkoosobowej klasy. To wszystko zastąpiły maleńkie, kilkuosobowe zespoły (na biologii mamy „aż” jedenaście osób, z czego nasza nauczycielka jest bardzo niezadowolona, bo podobno to jedna z największych grup, jakie kiedykolwiek uczyła), a zajęcia prowadzą uśmiechnięci, niesłychanie pomocni i uprzejmi nauczyciele.

Myślę, że ta angielska codzienność mogłaby być spełnieniem marzeń niejednego polskiego nauczyciela. Bo spójrzmy na to z tej nauczycielskiej strony: niewielka ilość uczniów, ale za to naprawdę zainteresowanych przedmiotem oraz dużo czasu na indywidualny kontakt z każdym uczniem, co daje możliwość codziennego obserwowania jego postępów bez konieczności stosowania sprawdzianów. Na dodatek, angielscy nauczyciele są bardzo skorzy do pomocy. Najczęściej słyszanym przeze mnie pytaniem jest „Is everything clear?” Kiedy zgłosiłam, że moje słownictwo z zakresu biologii (a raczej jego brak) stwarza mi problemy, prawie natychmiast otrzymałam pomoc i odpowiednie repetytoria.

Jako przedmioty przewodzące wybrałam matematykę rozszerzoną, chemię, biologię i fizykę, kontynuując przy okazji polską tradycję w Leweston. Muszę zaznaczyć, że program szkolny i sposób przyswajania wiedzy są diametralnie różne, niż w Polsce. Z biologii mam dwóch nauczycieli, każdy uczy innego działu. Podobnie jest z fizyką i chemią. Matematyki uczy mnie aż trzech nauczycieli (z 6 podręczników równocześnie).

Leweston to szkoła dla dziewcząt. Nie ukrywam, nie przyjęłam tej informacji ze szczególnym entuzjazmem. Teraz, kiedy jestem w Anglii, zauważam pewne zalety tej sytuacji, m.in. to, że nie ma napięcia związanego z nazwijmy to „wojną płci”.

Organizacja szkoły przypomina nieco Hogwart: są prefekci (a raczej prefektki) oraz opiekunowie domów, których mamy aż cztery. Nie mamy tu wprawdzie skrzatów, ale w wielu czynnościach pomaga obsługa. Pralnia, przychodnia, stołówka, koordynator zajęć pozalekcyjnych, koordynator planu lekcji, głowa działu matematyki, języka angielskiego, nauk ścisłych. Cała szkoła przypomina bardziej dobrze naoliwioną maszynę, niż placówkę edukacyjną.

Jeszcze ostatnia rzecz, która okazała się niesłychanie ważna dla moich rodziców. Nie ma tu wywiadówek (trudno byłoby przyjeżdżać na nie z Polski), ale rodzice otrzymują na bieżąco dokładne informacje na temat tego co się dzieje w szkole oraz jak sobie radzę. Ku mojemu zaskoczeniu są to dość dokładne informacje, nie tylko od opiekunów, ale również od nauczycieli poszczególnych przedmiotów, z czego wnoszę, że Leweston School naprawdę interesuje się swoimi uczniami.

Weronika Młodzikowska 2013–2015

Gdy trochę ponad dwa miesiące temu wsiadałam do samolotu moja głowa była pełna pomysłów, obaw i wyobrażeń o tym jak Leweston będzie wygladać. Mimo że spędziłam godziny wypytując poprzednie stypendystki o to jak szkoła wygląda, jacy są nauczyciele i to jak faktycznie wygląda tutaj życie, przyjazd był szokiem z kilku powodów:

1. Pogoda była wspaniała, na początku września było nawet około 30 stopni Celsjusza i ani kropelki deszczu.

2. Jedzenie jest bardzo dobre i urozmaicone. Jeśli mam być szczera, relacje niektórych uczestników dotyczące wyżywienia były nieco przerażające, natomiast w Leweston większym problemem jest utrzymanie wagi w ryzach niż niesmaczne potrawy.

3. Problemy z angielskim. Na początku było momentami ciężko, ale wszyscy naprawdę chętnie pomagają zarówno pod względem słownictwa jak i wymowy. Nie ma problemu z dopytywaniem się o znaczenie słów czy zwrotów. Nauczyciele oraz angielskie koleżanki są bardzo wyrozumiałe.

4. Przedmioty. Po pierwsze, mam ich 5 zamiast 13. Po drugie, mogą być dowolnie wybrane, więc nic nie stoi na przeszkodzie by uczyć się tak jak ja, zarówno rozszerzonej matematyki, biologii, francuskiego jak i psychologii. Lekcje trwają godzinę i dziennie odbywa się 6 sesji w blokach dwugodzinnych.

5. Języki. Należę do tych osób, które z największą przyjemnością uczą się nowych języków. Nawet rozpoczęłam już naukę chińskiego! A dokładniej kantońskiego jako, że wszystkie Chinki z mojego rocznika są z Hong Kongu.

6. Zajęcia dodatkowe: od jogi, jazdy konnej, rugby, baletu, przez zajęcia kulinarne, zajęcia naukowe, szydełkowanie, po konkursy literackie i recytatorskie. Szkoła również udostępnia świetnie wyposażone centrum sportowe do użytku przez cały dzień. Mamy swój własny basen, dwa korty do squasha, bieżnie, orbitreki, rowerki stacjonarne, skakanki i stepy. Na swieżym powietrzu znajdują się natomiast boiska do hokeja, piłki nożnej i korty tenisowe. A cała szkoła znajduje się na terenie przepięknego parku z kamiennymi posągami, fontannami i uroczym belwederem.

Podsumowując, przyjechanie tutaj jest naprawdę okazją jedyną w swoim rodzaju, możliwości są ogromne i jeśli masz wystarczająco dużo chęci i motywacji, i jeśli w pełni wykorzystasz opcje oferowane przez szkołę na pewno nie będziesz żałować przyjazdu tutaj!

Justyna Ekert 2012–2014

Wakacje dobiegały końca, a ja z każdym dniem czułam się coraz bardziej podekscytowana, a zarazem przerażona zbliżającym się wyjazdem do mojej angielskiej szkoły. Wiedziałam jednak, że nie jestem sama i mam całe grono osób, które z chęcią mi pomoże. Zaraz po otrzymaniu stypendium miałam miliony pytań dotyczące nowego roku szkolnego, jak pewnie każdy pierwszoroczny. Z pomocą przyszły mi moje starsze koleżanki i koledzy, którzy odpowiadali na każde z nich z cierpliwością i życzliwością.

Kiedy nadszedł wreszcie ten dzień, spakowałam walizki i pojechałam w podróż do od zawsze upragnionej przeze mnie Anglii. Na lotnisku w Londynie powitała mnie typowo angielska pogoda. Po 4-godzinnej podróży z Londynu wysiadłam na stacji w miasteczku oddalonym od szkoły o ok. 6 mil — Sherborne. Rozciągające się pasy zieleni, piękne krajobrazy i typowo angielska zabudowa — to właśnie urzekło mnie w Anglii najbardziej.

Szkoła oddalona jest od zgiełku miasta, wolna od gwaru i szumu samochodów. To idealne miejsce do nauki! Przechadzając się po pięknym, niemalże baśniowym ogrodzie napotkać można stare, kamienne posągi obrośnięte mchem. Tuż za bibliotecznym oknem często można zobaczyć przebiegające wiewiórki. Leweston oprócz starej części szkoły posiada także nowocześnie wyposażone laboratorium — biologiczne, chemiczne i fizyczne. Daje ogromne możliwości rozwijania się w tych kierunkach. To właśnie tutaj podczas zajęć „Science Society” wykonałam moją pierwszą sekcję serca. Zaskoczyła mnie niezwykle duża ilość doświadczeń wykonywanych na lekcjach. Każdy ma swoje własne stanowisko, gogle i fartuch laboratoryjny.

Angielski system nauczania w znaczny sposób rożni się od polskiego. Egzaminy praktyczne stanowią tu około 20% ogólnej oceny końcowej. Podejście nauczycieli do ucznia jest dużo bardziej indywidualne, przez co każdy ma szansę oddać się temu co lubi. Zaletą tej szkoły jest możliwość dostosowania się do ucznia. Bardzo chciałam kontynuować naukę języka francuskiego, niestety z powodu dużej ilości przedmiotów, które wybrałam, nie miałam czasu na dodatkowe lekcje. Gdy jednak powiedziałam o tym pani uczącej języka francuskiego w Leweston uznała ona, że poświęci mi swój własny czas po lekcjach. Jeśli naprawdę chcesz coś robić, a nie masz możliwości to szkoła Ci pomoże.

Leweston posiada także bogatą gamę zajęć pozalekcyjnych począwszy od robienia na drutach a skończywszy na jeździe konnej. Pokoje w internacie są jednoosobowe, co zapewnia nam doskonałe warunki do nauki. Jedzenie na stołówce jest pyszne. Codziennie są 3 opcje do wyboru, a w każdy piątek mamy na kolację pizzę i frytki. Szkoła organizuje wiele wycieczek, w tym roku mieliśmy okazję pojechać do Krakowa, Nowego Jorku a nawet Afryki Południowej. Oprócz tego, w każdy weekend można bez problemu jechać na zakupy do pobliskiego miasta, ze szkołą lub też na własną rękę, za zgodą wychowawcy. Niech Was nie przerazi fakt, że Leweston jest szkołą żeńską. Przynajmniej raz w miesiącu organizowane są spotkania z pobliskimi szkołami, na których można poznać wielu miłych i ciekawych ludzi. W Leweston spotkać można przedstawicieli różnych nacji, dzięki czemu można dowiedzieć się dużo ciekawych rzeczy o kulturze innych krajów czy nawiązać międzynarodowe przyjaźnie. W tym roku moje koleżanki przyjeżdżają do Polski, a w następnym planujemy wybrać się do Meksyku. Natomiast miesiąc temu po raz pierwszy uczestniczyłam w obchodach Chińskiego Nowego Roku, co było naprawdę niesamowitym przeżyciem.

Wyjazd do Anglii daje ogromne możliwości i jest niesamowitym przeżyciem. Jest to jednak poważna decyzja, którą trzeba spokojnie przemyśleć. Ja po pierwszym roku spędzonym w Anglii uznałam, że nie chciałabym spędzić go w innym miejscu niż w Leweston.

Natalia Wróblewska 2008–2010

Szkoła jest bardzo ładna i niezbyt duża (chociaż codziennie schodząc na śniadanie muszę pokonać 51 schodów), ale otoczona jest naprawdę pięknymi zielonymi polami i lasami, gdzie co krok można spotkać różne stare kamienne posągi zwierząt porośnięte mchem. W przerwie obiadowej można pójść na spacer do belwederu, skąd rozciąga się widok na śliczny angielski krajobraz. Sama szkoła zawiera w sobie elementy zarówno stare, jak i nowe; chociaż będąc w starszej części ma się wrażenie przenoszenia się do innego wieku, to w nowej części mamy ładną stołówkę i wygodne krzesła w kaplicy (a to jest, wbrew pozorom, ważny element).

Bardzo podoba mi się system nauczania — godzinne lekcje, jedynie kilka ulubionych przedmiotów. Chociaż wydawałoby się, że jest ich trzy razy mniej niż w Polsce, to niestety czasu wydaje się być również mniej niż za dawnych lat. Co do przedmiotów — szkoła również stara się jak najbardziej pomóc. Ja na początku nie mogłam mieć wszystkich pięciu przedmiotów, które wybrałam, bo z powodu zbyt małej liczby uczniów część ze sobą kolidowała. Ale została utworzona nowa grupa i mam swoje wymarzone dodatkowe kilka godzin pracy. A ponieważ materiał z matematyki wydaje mi się jak do tej pory naprawdę prosty, mam dodatkową godzinę matematyki z nauczycielem na której przygotowuje mnie do zdania dwóch egzaminów już w styczniu, dzięki czemu w przyszłym półroczu nie będę musiała chodzić na niektóre zajęcia i zarobię dodatkowe cztery okienka tygodniowo! Wszyscy naprawdę starają się dostosować do poszczególnych uczniów. Warunki do nauki też są bardzo dobre — każdy ma jednoosobowy pokój z biurkiem. Ale oczywiście nie wszystko kręci się wokół nauki — szkoła zapewnia różne zajęcia dodatkowe, z których ja wybrałam scholę, kurs pierwszej pomocy, tenisa, badmintona, język włoski i „science society”. Organizowane jest też soro wycieczek, jak styczniowa do Nowego Jorku, w marcu pielgrzymka do Włoch, w lipcu „trasa koncertowa” chóru również we Włoszech. Co tydzień organizowane są wycieczki do pobliskich miast, do kina, na zakupy czy też do spa, ale nie ma problemu z pojechaniem gdziekolwiek w trakcie tygodnia — wystarczy wcześniej uzgodnić to z wychowawcami.

Jak się również przekonałam, bardzo ważna jest obecność drugorocznego — w tym przypadku mojej kochanej Helenki, z którą się świetnie dogaduję. A że szkoła ma bardzo dużo uczniów międzynarodowych, można się całkiem sporo dowiedzieć o kulturze innych państw (czy, na przykład, o gramatyce języka chińskiego). Ogólnie jest to całkiem nowe doświadczenie i chociaż wszystko ma także swoje minusy, plusów jest, jak widać, również sporo.

Pozdrawiam bardzo serdecznie i wracam do swoich całek i różniczek.

Leweston School


przewiń do góry

Numer KRS: 0000128672